W morzu rdestu wężownika, przez godzinę, dwie od wschodu słońca, niewiele się działo. Na jego obrzeżach wytrwale derkało kilka derkaczy, a bliżej wierzbowych zakrzaczeń monotonnie śpiewał świerszczak. Gdzieś tam dalej i później przeszedł lis, który tak jak i ja, z dużym wewnętrznym oporem, stawiał krok za krokiem, magazynując na sobie kolejne litry rosy. A w motylim świecie trwał poranny impas. Słońce już zaszło niby wysoko, ale ciągle jeszcze chłód i wilgoć nieźle się trzymały. Tak bliżej 7.00 zobaczyłem pierwszego z nich i był to od razu ten, dla którego się tu wymoczyłem: czerwończyk fioletek ( Lycaena helle ). Moja radość nie trwała jednak wieki i skończyła się gwałtownie po kilku sekundach. Otóż ten mały, szybko i chaotycznie latający motyl zlał się w pewnym momencie z pstrokatym tłem, zapewne zmienił kierunek lotu i… zniknął. Z kwadransa na kwadrans było jednak coraz lepiej – temperatura i liczba czerwończyków wzrastały. To był już właściwy czas by przejść z pozycji wyprostowanej do bliższej naszym przodkom: kolanowej i kolanowo-łokciowej. Motyle te ciągle demonstrowały zdolność do znikania, ale w swej obfitości trafiały się osobniki spokojniejsze i odlatujące na krótsze odległości. W nich też moje kolana pokładały największą nadzieję.

Dodam jeszcze, że gatunek ten jest objęty ochroną i został wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt.    

Na granicy dwóch światów. Czerwończyki tak samo chętnie siadały na zielonych częściach różnych roślin, jak i na kwiatostanach rdestu. Tu okazała mi swą cierpliwość, uboższa w kolory, samica czerwończyka fioletka.U samca już widać czemu właśnie fioletkiem został nazwany.

Pozdrawiam – Marcin

2 Komentarze to “Pojawia się i znika / czerwończyk fioletek”

  1. ewa pisze:

    Ja próbowałam wczoraj fotografować motylki. W końcu doszłam do wniosku, że łąka jest za duża, a motyl za szybki…
    Tym bardziej podziwiam :-) ))

  2. Marcin pisze:

    Trzeba próbować aż do skutku. Jedyna droga. Na pewno się uda. :)

Zostaw komentarz

Wprowadź kod bezpieczeństwa: