Archiwum Kwiecień, 2010

Na ten fragment łąk dostałem konkretny namiar, gdyż o świergotka łąkowego na Górnym Śląsku już nie tak łatwo – wycofał się z wielu stanowisk. Jednak po pierwszej godzinie obserwacji mój optymizm zaczął lekko zniżkować, gdyż do tej pory odnotowałem tylko obecność: 4 pasących się krów w kolorze B&W i ich drzemiącej opiekunki, 2 bocianów białych i psa z sąsiedniej wioski, który miał duży problem z akceptacją mojej obecności. Wyczekałem jeszcze kwadrans i zapuściłem sie w głąb kompleksu podmokłych łąk. I już po chwili wskoczyłem na wyższą, ornitologiczną półkę: pojawił się srokosz, zaleciał polujący kobuz, a na wczesny deser podano mi koczujące stado 40 krzyżodziobów świerkowych, które wyleciały z pobliskiego boru i leciały tuż nad łąką – niecodzienny to widok. Lecz i tak najważniejsze były trzy pary poszukiwanych świergotków, które swym śpiewem, glosami kontaktowymi i częstym przemieszczaniem się bardzo mi pomogły w ich lokalizacji.     

Świergotek łąkowy ( Anthus pratensis ) zasiedla wilgotne łąki, gdzie w gąszczu traw łatwo się ukrywa. Dosyć często siada na wyeksponowanych miejscach, choć nie jest to u niego regułą, jak np. u kląskawki.Najłatwiej zaobserwować go w locie jak leci z pokarmem, a najlepiej podczas lotów godowych.Wylądowanie na szczycie złamanej trawy może okazać się przedsięwzięciem dosyć karkołomnym. ;-)

Tydzień temu trafiłem na duże oczko wodne położone wśród hektarów rzepakowych pól. Sporo tam się działo: intensywnie trajkotały perkozki, śmieszki budowały gniazda, a na pobliskiej topoli myszołów wysiadywał jaja. Potężna topola znajdowała się już na skraju zbiornika, który otoczony był wąskim kręgiem podmokłego, świetlistego lasu liściastego. Tam też niespodziewanie zobaczyłem kolejną atrakcję dnia, ciekawego w swej formie grzyba, o nie mniej oryginalnej nazwie: smardz stożkowaty ( Morchella conica ). Znalazłem wówczas tylko kilka owocników, ale w tej skromnej liczbie była też bardzo fotogeniczna para smardzów. Jednak pogoda pokrzyżowała moje plany i miałem tu wrócić następnego dnia. Tu z kolei obowiązki zawodowe sprawiły, że przyjechałem dopiero za kilka dni, pełen obaw, że czas świetności smardzów już minął. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ich liczba wzrosła dziesięciokrotnie, a rozmiary podwoiły się. Poza tym moje bliźniaki nie były już niczym szczególnym, gdyż w ich sąsiedztwie wyrosły układy trójkowe, a nawet czwórkowe.

Grzyb ten pojawia się w  kwietniu i maju. W tle świeża zieleń listków leszczyny.  Smardz stożkowaty jest wprawdzie smacznym gatunkiem jadalnym, lecz podlega ochronie, tak więc nasycić można jedynie oczy … jego widokiem. ;-)   W labiryncie główki smardza.Podręcznikowym miejscem występowania smardza jest wilgotna dolina górskiego potoku, a z drugiej strony częsty jest jego pojaw w przydomowym ogródku, gdzie wcześniej wysypano pod krzewy czy drzewka szatkowaną korę.  

Sesja z chustami LennyLamb

Kwiecień 29, 2010

Dzisiaj zapraszam na kilka zdjęć w innej niż zwykle tematyce. Muszę przyznać, że fotografowanie mam z dziećmi jest niezwykle przyjemnym doświadczeniem, tym bardziej w tak miłych okolicznościach przyrody jak wiosna w pszczyńskim parku :) Wszystkie chusty, które braly udział w sesji pochodzą ze sklepu LennyLamb . Dziękuję wszystkim dzielnym modelom i modelkom, jesteście zjawiskowi! Zresztą sami zobaczcie:

Zdarzało mi się bywać w różnorakich rewirach żurawia. Raz było to rzadkie trzcinowisko na skraju zarastającego jeziora, a drugim razem pełne wybujałej roślinności turzycowisko na podmokłej, zalewowej łące. Zdarzały się samotne oczka wodne w szczerym polu, a także torfowiska porośnięte karłowatymi sosnami. Wreszcie jednak trafiłem do malowniczego olsu z którym zawsze kojarzył mi się ten dostojny ptak. I tu w sąsiedztwie tokujących samotników i nawołujących bezustannie dzieciołków wymoczyłem swe trzydziestoletnie kości. ;-)

Przyznam, że w olsie trudno jest się nudzić - nawet wtedy, gdy w obiektywie całymi godzinami, widać tylko i wyłacznie wysiadującego jaja żurawia. Rozrywki dostarczają bowiem wodne stworzenia: pijawki, pływaki żółtobrzeżki, traszki, żaby, a nawet zaskrońce, które niemal bezustannie wpływają do wnętrza stojącej w wodzie czatowni i pod jej osłoną szukają zacisznego schronienia. Wystarczy tylko schylić głowę, a podświetlające wodę słońce demaskuje nam co rusz innego, niezapowiedzianego gościa. Wracajamy jednak do tego co działo się nad wodą …

Żuraw ( Grus grus ) czuje się doskonale w tym labiryncie złożonym ze zdrowych i obumarłych drzew.W kontrze przedpołudniowego słońca.W tym przypadku gniazdo zostało zbudowane u podstawy pochylonej olszy czarnej.Czasem zdarza mu się wchodzić na drzewa, ale to rzadki widok.