Posts Tagged ‘zdjęcia przyrody’

Gdzieś przy drodze

Lipiec 19, 2011

Sucha, lipcowa łąka potrafi zaskoczyć wielością i różnorodnością roślinnych bytów. Nie sposób ich wszystkich ogarnąć w ciągu jednego, nawet wydłużonego do przedpołudnia ranka. Lepiej wybrać sobie dwóch – trzech faworytów i szukać nieustannie ich towarzystwa.

Maki zdecydowanie dominują w tym florystycznym tłumie. Rumiany, mimo większej liczebności, nie mają szans – nie ten kolor i nie ta wielkość płatków.Do maków dobrałem chabry, gdyż obie te rośliny dobrze wyglądają na swym tle. Pewny swego mak nawet w pojedynkę dobrze sobie radzi z całą masą chabrów tuż za plecami.

Zapraszam więc na wakacyjną łąkę – tam ciągle dużo się dzieje!

Serdecznie pozdrawiam  – Marcin

W morzu czosnku / jeż

Czerwiec 24, 2011

Jeszcze nie wysiadłem z samochodu, a już czułem, że to dobry czas na czosnek niedźwiedzi ( Allium ursinum ). Po godzinie lekcyjnej miałem jednak zdecydowanie już dosyć tego zapachu. Na szczęście i nieszczęście wiało nieco. Pomagało to przy głębszych oddechach, ale szkodziło podczas sesji makro niepotrzebnie poruszając roślinami.

Napięcie wzmagały namolne i brzęczące beznamiętnie komary. Prawdziwa plaga. Byłem jednak u nich, w cienistym i podmokłym lesie. Zgoda, pazia żeglarza tu nie oczekiwałem.Pogrążony w czosnkowych oparach, schylając się nad kolejną kępką czosnku, dopiero po dłuższej chwili zauważyłem wpatrzone we mnie oczy. Były to wprawdzie małe oczy, ale znajdowały się bardzo blisko, zbyt blisko mojego oka! Dzieliło nas może ze 20 cm! W desperackim odruchu odskoczyłem natychmiast, pozostawiając na pastwę bestii komplet sprzętu i trochę prowiantu. Straty mogły być duże, ale bestią okazał się jeż ( Erinaceus europaeus ), który dalej przyglądał się mojemu, dramatycznemu momentami, przedstawieniu. ;)

Serdecznie pozdrawiam – Marcin

Nuda w borze / kruk

Czerwiec 2, 2011

 Siedział w połowie wysokości drzewa na skraju sosnowego lasu. Niewiele u niego się działo, to też ciągle się wiercił, rozglądał i przyjmował różne pozy. Taka to rola młodego kruka, który ledwo co opuścił gniazdo i nudząc się czekał tylko na kolejną dostawę pokarmu.

Jego upierzenie wykazywało jeszcze młodzieńczą niespójność.Przy toalecie zbliżył się wizerunkowo do tokującego głuszca.Aż w końcu bliżej mu było do drzemiącego lelka. ;)

Serdecznie pozdrawiam – Marcin

W morzu rdestu wężownika, przez godzinę, dwie od wschodu słońca, niewiele się działo. Na jego obrzeżach wytrwale derkało kilka derkaczy, a bliżej wierzbowych zakrzaczeń monotonnie śpiewał świerszczak. Gdzieś tam dalej i później przeszedł lis, który tak jak i ja, z dużym wewnętrznym oporem, stawiał krok za krokiem, magazynując na sobie kolejne litry rosy. A w motylim świecie trwał poranny impas. Słońce już zaszło niby wysoko, ale ciągle jeszcze chłód i wilgoć nieźle się trzymały. Tak bliżej 7.00 zobaczyłem pierwszego z nich i był to od razu ten, dla którego się tu wymoczyłem: czerwończyk fioletek ( Lycaena helle ). Moja radość nie trwała jednak wieki i skończyła się gwałtownie po kilku sekundach. Otóż ten mały, szybko i chaotycznie latający motyl zlał się w pewnym momencie z pstrokatym tłem, zapewne zmienił kierunek lotu i… zniknął. Z kwadransa na kwadrans było jednak coraz lepiej – temperatura i liczba czerwończyków wzrastały. To był już właściwy czas by przejść z pozycji wyprostowanej do bliższej naszym przodkom: kolanowej i kolanowo-łokciowej. Motyle te ciągle demonstrowały zdolność do znikania, ale w swej obfitości trafiały się osobniki spokojniejsze i odlatujące na krótsze odległości. W nich też moje kolana pokładały największą nadzieję.

Dodam jeszcze, że gatunek ten jest objęty ochroną i został wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt.    

Na granicy dwóch światów. Czerwończyki tak samo chętnie siadały na zielonych częściach różnych roślin, jak i na kwiatostanach rdestu. Tu okazała mi swą cierpliwość, uboższa w kolory, samica czerwończyka fioletka.U samca już widać czemu właśnie fioletkiem został nazwany.

Pozdrawiam – Marcin