Był mróz, zasypane śniegiem góry, tropy wilków i puszczyk uralski nawołujący tuż przed świtem. Do tego klimatu dołożyła się jeszcze odważna sóweczka gwizdająca zaledwie kilkaset metrów od urala. Para orłów przednich ( Aquila chrysaetos ) przylatywała zwykle rano i przesiadywała na sąsiednich olchach. Czasem, dla wyrównania statystyki, nie pokazywały się wcale, ale od czasu do czasu słychać je było gdzieś w dolinie. Któregoś dnia samica wylądowała na łące – na okazałej kretowinie i zaczęła się intensywnie odzywać. Po chwili obok był już samiec i orły zadbały o swe potomstwo – machaniu skrzydeł nie było końca. Nieco tylko żal, że to ważne wydarzenie odbyło się niemal przed obiektywem, ale jednak za delikatną, ażurową zasłoną pobliskich zakrzaczeń wierzbowych. Może za rok dadzą kolejną szansę?
Samica i jej potężne szpony. Była wyraźnie większa od samca.
Efektowny moment lądowania.
Pozdrawiam – Marcin














